[KOSZYKÓWKA] PGE Basket Liga: Start Lublin przegrał z liderem 89:96. Sześć punktów przewagi nie wystarczyło

[KOSZYKÓWKA] PGE Basket Liga: Start Lublin przegrał z liderem 89:96. Sześć punktów przewagi nie wystarczyło

Przy prowadzeniu 71:65 Start stracił Courtneya Rameya, który zasygnalizował uraz i opuścił parkiet, a ostatnią kwartę gospodarze przegrali 21:31. PGE Start Lublin uległ MKS Dąbrowa Górnicza 89:96 – lider PGE Basket Ligi ma 10 punktów i pozostaje niepokonany, natomiast lublinianie zajmują 14. miejsce z sześcioma punktami.

To był mecz, po którym miejscowi kibice mają czego żałować. Ich drużyna trafiła aż 16 trójek, przez trzy kwarty zbudowała niewielką przewagę i jeszcze w czwartej miała sześć punktów zapasu. Goście odpowiedzieli jednak skuteczniejszym finiszem. Jordan Hall i Daylen Kountz zrobili wtedy różnicę, a dąbrowianie zamienili stratę w piąte kolejne zwycięstwo. Tak dobrego otwarcia sezonu w ekstraklasie MKS jeszcze nie miał.

Trójki Jõesaara dawały Startowi nadzieję

Niedzielne spotkanie 5. kolejki, rozegrane 1 listopada o godzinie 14.30, zaczęło się od kwarty zakończonej remisem 22:22. Żadna z drużyn nie wypracowała więc przewagi, którą mogłaby zabrać do drugiej odsłony. Dla gospodarzy był to obiecujący początek starcia z zespołem, który przyjechał do Lublina bez ligowej porażki.

W drugiej kwarcie Start zdobył 23 punkty, a MKS odpowiedział dwudziestoma. To wystarczyło, by na dłuższy odpoczynek lublinianie schodzili z prowadzeniem 45:42. Trzy punkty różnicy nie dawały komfortu, ale były konkretną zaliczką. Gospodarze mieli wynik po swojej stronie i mogli myśleć o sprawieniu liderowi pierwszej w sezonie przykrej niespodzianki.

Najmocniejszą indywidualną historię w lubelskim zespole napisał Janari Jõesaar. Zdobył 27 punktów i trafił osiem rzutów za trzy, czyli połowę wszystkich celnych prób Startu zza łuku. Taki dorobek zwykle mocno przybliża drużynę do zwycięstwa. Tym razem nawet osiem trójek jednego zawodnika i szesnaście całego zespołu nie wystarczyło, by zatrzymać rozpędzonych gości.

Trzecia odsłona przyniosła po 23 punkty z obu stron. Miejscowi zachowali zatem całą przewagę wypracowaną w drugiej kwarcie i przed ostatnimi dziesięcioma minutami prowadzili 68:65. MKS nie zdołał odrobić strat, ale też nie pozwolił gospodarzom powiększyć dystansu. Losy spotkania nadal pozostawały otwarte.

Dla zespołu Wojciecha Kamińskiego sam poziom punktowania był istotną odmianą po poprzednim występie. Jeszcze 24 października Start przegrał z Kingiem Szczecin 54:70, notując trzecią porażkę w czterech meczach. Wcześniej, 17 października, pokonał AMW Arkę Gdynia 76:73 i odniósł pierwsze ligowe zwycięstwo po dwóch przegranych. Przeciwko liderowi lubelski atak dawał znacznie więcej powodów do optymizmu niż w Szczecinie.

Codziennie nowe informacje z Lublina publikujemy na wiadomoscilublin.pl. Planujesz wolny czas? Aktualne wydarzenia i imprezy znajdziesz zawsze na wiadomoscilublin.pl/wydarzenie.

Od 71:65 do bolesnego finiszu

Początek czwartej kwarty jeszcze poprawił sytuację gospodarzy. Prowadzenie wzrosło do 71:65, lecz właśnie przy takim wyniku Ramey zasygnalizował problem zdrowotny i zszedł z parkietu. Start już wcześniej musiał radzić sobie bez Grzegorza Kulki i Matthiasa Tassa, również nieobecnych z powodów zdrowotnych. Kolejny uraz był więc szczególnie niepożądaną wiadomością.

Dąbrowianie odrobili stratę, a ostatnią kwartę wygrali różnicą dziesięciu punktów. Hall i Kountz odegrali istotną rolę w rozstrzygających fragmentach. Gospodarze zdobyli w tej części 21 punktów, lecz pozwolili rywalom na 31. Trzypunktowa przewaga sprzed czwartej odsłony zamieniła się w siedmiopunktową porażkę.

W statystykach szczególnie mocno rzuca się w oczy walka pod tablicami. MKS wygrał zbiórki 36:22 – to wyraźna różnica, której Start nie zrównoważył świetnym dorobkiem zza łuku. Lublinianie mieli więcej asyst, 25 przy 23 gości, a oba zespoły popełniły po 12 strat. O wyniku nie przesądziła więc większa liczba zgubionych piłek gospodarzy.

Także niedawna historia tej pary mogła zachęcać lubelskich kibiców do optymizmu: Start wygrał cztery z pięciu poprzednich spotkań. Ostatnie należało jednak do MKS, który 6 maja zwyciężył u siebie 105:100. Teraz dąbrowianie ponownie znaleźli sposób na lublinian.

Dla lidera wygrana 96:89 oznacza podtrzymanie serii i najlepszy ligowy start w historii klubu. Dla gospodarzy pozostaje niedosyt: 89 zdobytych punktów, strzelecki popis Jõesaara i prowadzenie w czwartej kwarcie nie przyniosły drugiego zwycięstwa w sezonie. W Lublinie były argumenty, by pokonać lidera – zabrakło ich na pełne czterdzieści minut.

PGE Start LublinStatystykaMKS Dąbrowa Górnicza
89Punkty96
Joesaar Janari (27)Najlepiej punktującyD. Kountz (24)
22Zbiórki36
Ramey Courtney (6)Top zbiórkiPeterka Martin (8)
25Asysty23
Lottie Jaizec (6)Top asystyJ. Hall (10)
12Straty12
493PT %36
Joesaar Janari (8)Top 3PTPeterka Martin (2)
6Punkty w tabeli10
Ładuję tabelę…
Widzisz błąd lub nieaktualną informację? Zgłoś błąd, sprostowanie lub uwagę

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji

Ostatnie Artykuły